sobota, 9 lutego 2008

Muchy - Terroromans (7.1)


kurwa nie mogę. bardzo chciałem, ale nie mogę. niczego nie pragnąłem bardziej w ciągu ostatnich kilku godzin jak napisać, że Muchy są chujowe, że cała ta maksymalnie nakręcona akcja promocyjna z każdej strony to wielka ściema. miałem zacząć od oplucia pretensjonalnego tytułu i triumfalnie skończyć na wymazaniu Poznania z muzycznej mapy Polski. ale najpierw postanowiłem przesłuchać Terrorromans (wrrr) i ... zwyczajnie się nie da. to wszystko co przeczytaliście wszędzie indziej, usłyszeliście w radio a być może nawet w tv - to wszystko prawda. ta płyta nie tylko jest dobra, nie tylko jest najlepszą polską płytą rockową ostatniego roku (no, powiedzmy, że ex-aequo z New York Crasnals, to dla tych nietańczących), ale do tego jakby mimochodem przywraca wiarę w polską muzykę jako taką. nie przesadzam, to wszystko niestety prawda. te wszystkie lata cierpień wyrządzonych przez różne pidżamy, comy i inne beztalencia, wszystkie muzyczne jedynki i minimaxy, Muchy jako jedna z nielicznych polskich kapel daje zadośćuczynienie za te wszystkie koszmary. począwszy od bezsprzecznie chwytliwych melodii, aranżacji przyprawiających o migotanie zastawek każdego fana The Smiths aż po z leksza jedynie pretensjonalne teksty (to i tak na naszej scenie sukces). najlepsze chyba jest to, że płyta robi wrażenie jako całość a nie tylko jako zbiór kilku singli doprawionych zapychaczami. najzwyczajniej świetnie się tego słucha od początku do końca. gdzieś czytałem, że to fajnie, że Muchy wracają do polskiego rocka lat 80tych i wyciągają z niego to co najlepsze. gówno prawda. jeżeli wyciągają cokolwiek z lat słusznie minionych 80tych (a owszem, wyciągają) to raczej z okolic Manchesteru niż, powiedzmy, Łodzi. to jest raczej 'cold wave' niż 'zimna fala'. i chwała im za to, bo po przeczytaniu wspomnianego fragmentu stanął mi przed oczami koszmar w postaci wczesnego Bajmu czy innego Kombi. na szczęście wszystkie te retro-brzmienia są zupełnie bezbolesne a miejscami nawet bardzo światowe. przy całej mojej wrodzonej i niejednokrotnie wyrażanej niechęci do wszystkiego, co polskie, muszę przyznać z niekłamanym bólem, że Muchy nagrały świetną płytę. i nie szkodzi, że pewnie jakieś 80% ich widowni to młodzież z tapirem na głowie i Ianem Curtisem w klapie. jest im to wybaczone. kupujta Terroromans bez strachu. dobre, choć polskie. skończyłem.

Brak komentarzy: