wtorek, 15 lipca 2008

Alkaline Trio - Agony and Irony (6.1)


Wyobraźcie sobie połączenie wszystkiego co najlepsze w melodiach autorstwa Riversa Cuomo i cmentarnym poczuciu humoru Petera Steela. Wyobraźcie sobie Misfits na miarę dwudziestego pierszego wieku. Zgrabne, niemalże pop-punkowe, ale przenigdy przesłodzone melodie. Krótkie, wybuchowe piosenki łączące zadziorne riffy, 'mroczne' czy też 'pseudo-gotyckie' smaczki organowo-smyczkowe, pompatyczne refreny i tyle czarnego humoru w tekstach, ile tylko jesteście w stanie unieść. To właśnie Alkaline Trio na kolejnym etapie doskonalenia swojej odmiany nowoczesnego punka, i choć najlepsze dokonania mają już chyba za sobą to nie rozczarowują i nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Należy się najwidoczniej przyzwyczaić, że takich petard jakie mieliśmy przyjemność usłyszeć na "From Here to Infirmary" czy "Good Mourning" będziemy słyszeć coraz mniej. Podobnie sytuacja się ma z nowym brzmieniem, stopniowo dopieszczanym od samego właściwie początku istnienia kapeli. Im więcej pieniędzy na nagranie kolejnego LP tym więcej ewidentnie czysto studyjnych zagrywek, efektów wielu godzin wyszukiwania sampli i bawienia się przeróżnymi brzmieniami. Wygładzone i upstrzone efektami brzmienie najnowszej płyty trójki z Chicago może razić fanów ortodoksyjnie przywiązanych do najstarszych dokonań zespołu, mocno zakorzenionych w hardcore-punku połowy lat 90tych. Alkaline Trio przeszli długą drogę, "I'm all grown up, so full of hate" niech będzie podsumowaniem tejże. Dzisiaj to prawie że stadionowych rozmiarów rockowe hymny, które jakimś sposobem nie tracą jakże charakterystycznej dla zespołu aury nocnego, cmentarnego spaceru, opowieści o famme fatale prosto z horroru klasy B czy czarnej mszy odprawionej pod nieobecność rodziców w piwnicy kolegi. Ateizm, nihilizm, sarkazm i orgazm, tak za klasykiem w postaci Woody'ego Allena można streścić zagadnienia poruszane w mniej lub bardziej ironicznych tekstach, jednym ze znaków rozpoznawczych AT. Obowiązkami wokalisty dzielą się mniej więcej po równo Matt Skiba i Dan Adriano (odpowiednio: gitara i bas) i choć to Skiba jest niekwestionowanym liderem to obydwaj z owych obowiązków wywiązują się znakomicie. Całości dopełnia pełna wigoru gra perkusisty, Dereka Granta, który jako pierwszy doznał zaszczytu zagrania na więcej niż jednej płycie. Mam wrażenie, że muzyka Alkaline Trio będzie już zawsze wzbudzać skrajne uczucia. Dla jednych będzie to kolejny Fall Out Boy, nie wnosząca nic istotnego pop-punkowa gwiazdka, a dla innych zespół wybijający się ponad codzienną, melodic-punkową przeciętność pomimo skromnych środków jakimi dysponuje. Nowa płyta jest na tyle charakterystyczna (przypadek A) i na tyle dobra (przypadek B), że najpewniej jedynie utrzyma w powyższym przekonaniu zarówno jednych jak i drugich.

Brak komentarzy: