niedziela, 30 maja 2010

Koniec z tym.

Od kilku miesięcy zastanawiam się, czy to jeszcze w ogóle ma sens? Czy dla kogokolwiek czytanie długaśnych, przemyślanych recenzji stanowi przyjemność estetyczno-poznawczą? Czy nie łatwiej po prostu dorwać tę płytę wiadomo-gdzie i samemu wyrobić sobie zdanie na jej temat? Mam wrażenie, że w recenzje zagłębiają się już tylko inni je piszący, podpatrują warsztat, krytykują, oceniają... Kto z was przy wizycie na pitchforku czyta teksty od deski do deski? Czy nie wystarczy sama ocena + jej weryfikacja przez śladowy kontakt z muzyką? Moim zdaniem prawie zupełnie wystarczy. Niestety. Z tego wszystkiego przygotowałem nawet system, którym będę się posługiwał przy 'ocenie' 'płyt'. Skoro już wszyscy dawno się zgodziliśmy, że sztuka w tym właśnie wydaniu nosi znamiona konkursu na najlepszego wieprza i można ją do pewnego stopnia zmierzyć, zważyć i podliczyć punktację, to jedziemy do oporu – każda płyta będzie oceniania według ścisłych kryteriów. Szczegóły poniżej, pierwsze recenzje już za rogiem, jest kilka zaległości.

1 komentarz:

Zula pisze...

Pewnie, że jest sens - zawsze to miło poczytać, jak ktoś ma takie same odczucia, jak my sami. A jak ma inne, to też miło, bo można sobie poszerzyć horyzonty i współczynnik tolerancji ;-)
Co do punktacji - to jak najbardziej, można (zwłaszcza jak ktoś lubi statystyki robić - ja to pole zostawiam last.fm), ale obok recenzji, bo co jak co, ale odczucia estetyczne ciężko skwantyfikować (chyba...)

pozdrawiam